Menu

Oddychać? Łatwo powiedzieć.

*PO* przeszczpie płuc.

Weekend!

lifebreath

 Sobota. Właśnie zaczął się weekend. I chyba większość osób cieszy się z nadchodzącego weekendu. Większość. Na pewno Ci, ktorzy w weekend muszą pracować nie mają specjalnie powodu by się cieszyć. Ale oprócz nich jest jeszcze jedna grupa, która bardzo często nie cieszy się z weekendu - pacjenci szpitali.

* * *

W ciągu ostatnich 18 miesięcy spędziłem dużo czasu w szpitalach. Podliczając wszystko na szybko, byłem w tym czasie w 5 różnych szpitalach, w 4 miastach. Statystyka byłaby "lepsza" ale okazało się ostatnio, że na kolejną konsultację do szpitala iść na szczęście nie muszę i mogę spokojnie czekać już na przeszczep.

Jedna rzecz mnie bardzo dziwi - mianowicie to, że szpitale w weekendy zamieniają się w "sanatoria". Kompletnie nic się nie dzieje. Dla kogoś, kto ma przyjść do szpitala na diagnostykę, termin przyjęcia, który wypada później niż wtorek to praktycznie gwarancja spędzenia weekendu w szpitalu. A weekend w szpitalu to zazwyczaj nic więcej jak gapienie się w sufit (a w gorszym wariancie - telewizor - szczególnie dla kogoś, kto tak jak ja od telewizji zdążył się kompletnie odzwyczaić) W weekendy w szpitalu nie dzieje się kompletnie nic. I nie chodzi o diagnostykę - jeśli chorzy mają zaleconą rehabilitację - to w weekendy jej nie ma. I śmieszne jest to, że nie można nawet poprosić o klucze na salę, by poćwiczyć samemu. W szpitalu przecież ćwiczenia powinny się odbywać pod okiem przeszkolonego personelu (to nic, że chorzy te same ćwiczenia wykonywać potem powinni w domu, bez nadzoru personelu). Weekend więc jest czasem kompletnie straconym. Tak samo jak co dzień pracują chyba tylko SORy - ale tutaj jest pełne zrozumienie, że wypadki nie wybierają.

Czy faktycznie marnowanie drogiego sprzętu jest tym na co nas stać? Te wszystkie drogie maszyny stoją bezczynnie przez 2/7 czasu. Kolejka na wiele specjalistycznych badań z użyciem nowoczesnych maszyn (w tym rezonansów i tomografów) jest wielomiesięczna. Na część badań koniecznych do wykonania przed kwalifikacją do przeszczepu terminy były tak odległe jak pół roku, 8 miesięcy. I to pomimo tego, że na skierowaniach napisane było "cito" (czyli, że badania powinny być wykonane w jak najszybszym trybie).

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego szpital, w którym przebywają ludzie chorzy chce się za wszelką cenę zorganizować jak "normalne miejsce pracy". Sęk w tym, że to nie jest żadne zwykłe miejsce pracy. Nie ma znaczenia jak bardzo ktoś będzie się gimnastykował, to nigdy takim miejscem nie będzie. Nie rozumiem jaka jest przeszkoda w tym, by przyjmować pacjentów na weekend i by ten weekend dla pacjenta nie był czasem straconym (z perspektywy leczenia). I nawet z samego ekonomicznego punktu widzenia - czy ktoś zadał sobie kiedyś trud i policzył ile mogłaby zyskać gospodarka, gdyby ludzi w weekendy diagnozowano i leczono tak samo jak w pozostałe dni tygodnia?

* * *

Doceniam zatem, że nie muszę spędzać czasu teraz w szpitalu. Doceniam to, że nie mam poczucia marnowanego czasu, takiego stanu, w którym czas trzeba "zużyć". Często ludzie w szpitalach chcieliby by czas maksymalnie przyspieszył, by mogli jakoś przehibernować aż do momentu wyjścia do domu. I są szpitale różne, takie w których na salach możliwe jest by głośno grał telewizor praktycznie 24 godziny na dobę, szpitale z wielkimi salami - po 4, 5 osób, gdzie ciężko o jakąś większą intymność, ciężko się skupić na lekturze.

Ja "na szczęście" znajdę się w szpitalu, w którym ze względu na to jak poważne przeprowadza się zabiegi, stworzono pacjentom warunki bardzo komfortowe. Z tego co zobaczyłem podczas kwalifikacji - sale są maksymalnie dwuosobowe. I pomimo tego że na sali jest telewizor (co uważam za patologię) to wydaje mi się, że w gronie dwóch osób znacznie łatwiej się porozumieć.
Nie wiem czy czasem po przeszczepie nie przebywa się w sali jednoosobowej - ze względu konieczność ograniczenia wszelkich infekcji, szczególnie w początkowej fazie po przeszczepie. Być może więc nie będę wystawiony na rakotwórcze działanie telewizji :)

Po przeszczepie będę musiał spędzić w szpitalu kilka tygodni. I dlatego już jakiś czas temu zacząłem się przygotowywać do tego. Mam kilka książek papierowych w bagażu. Do tego czytnik z ebookami. Do łączności ze światem będzie telefon, z bardzo dużym pakietem internetu. Pewnie zabiorę ze sobą laptopa. No i chyba to tyle co mogę zrobić w kwestii jakiegoś sensownego wykorzystania tego czasu jaki będę musiał tam spędzić.

Komentarze (15)

Dodaj komentarz
  • ceramikoboguisobie

    No więc jesteś dobrze przygotowany:-) Pociesz się, że od miesięcy nie mam czasu na czytanie książek, które sobie zaplanowałem. A jak już znajdę czas, to nad nią zasypiam :-) Więc pod tym względem Ci zazdroszczę. Tylko pod tym... Bo jak piszesz o polskich szpitalach, to rzeczywiście nieciekawie... Ale wszędzie są cięcia... Szkoda, że na tym tracą ludzie

  • marga77

    właśnie jestem w pracy, od 05:30 i niecierpliwie czekam na zmiennika, bo od momentu zmiany mam urlop, w mojej branży niestety każdy dzień, również sobota, niedziela i święta są wliczane do urlopu, także te moje czterdziesci dni brzmi tylko ładnie :)

    przygotowanie faktycznie bdb+

  • marga77

    aaa miałam jeszcze napisać, że weekendy miewam nie tylko w soboty, ale w każdy dzień tygodnia, zależy na który wypadnie wolne i nie umiała bym już tak nudnie od poniedziałku do piątku :)

  • lifebreath

    @Ceramik
    Myślę że chyba o wszystko zadbałem. Choć powiem tak: ciągle chodzę po domu i zastanawiam czy jeszcze czegoś nie brak - a to słuchawki, a to zapasowa ładowarka. Jeszcze trochę i będę prosił o przyczepkę do karetki.

    Szpitale w Polsce są różne. Byłem już w takich, w których było naprawdę fatalnie. Ośrodek z Zabrzu (Śląskie Centrum Chorób Serca) to zupełnie inna jakość. Tutaj nie można sobie pozwolić na cięcia. Transplantacje są zbyt drogie, by potem mieć problemy z powodu warunków. Tak więc na warunki W ŚCCS narzekać nie można.

    @Marga
    40 dni urlopu z sobotami i niedzielami? To faktycznie mało - biorąc pod uwagę, że w roku jest 52 tygodnie, więc wychodzi 104 dni urlopu :)
    Co do przygotowań - chyba trochę zaczynam się znów stresować.

    I też chciałbym nie pracować od poniedziałku do piątku. Może uda mi się pracować "na siebie" - w sensie: otworzyć własną działalność i wtedy będę bardziej panem własnego czasu. Ale to jeszcze musi trochę poczekać.

  • przedsnem

    Może taki tryb "życia" szpitala ma imitować normalne życie, gdzie jest praca i odpoczynek. Może chory ma się czuć dzięki temu swojsko?
    No, to oczywiście bzdura, ale ktoś to wymyślił i wspiera.
    Co do sprzętu, który się kurzy przez 2/7 czasu to faktycznie problem, bo dobrze wiemy, jakie są kolejki. Potrzeba by odważnego, żeby to zmienił. Z drugiej strony byłem niedawno na SORze i RTG zrobiono mi o północy, więc przynajmniej ten sprzęt chodzi nonstop. :)

  • lifebreath

    Tak masz rację - na SOR wykorzystuje się sprzęt. Ale co z tego, skoro nawet na tomografię trzeba czekać miesiącami? A niby tych tomografów jest tak dużo. Sęk w tym, że tomograf przestał być trochę "ósmym cudem świata" i teraz lekarze coraz śmielej sięgają po wyniki badań do diagnostyki - a to powoduje większe zapotrzebowanie, a to znowu - korki w gabinetach.

    Gdyby nie to, że część badań miałem załatwione dzięki uprzejmości Pani Doktor, która prowadzi moją "sprawę" to bym czekał (planowo) na niektóre do września :) Takie terminy.

    Ja myślę, że zmiana jest prosta. Sypnąć groszem na dyżury. Dużym groszem. I sprawa by się rozwiązała. Sama.

  • przedsnem

    Myślę, że też dużym ograniczeniem jest kontraktowanie NFZ i przykręcony kurek. Stąd sprzęt się kurzy.

    Terminy, terminy: dziś zapisałem moje dziecko do Centrum Zdrowia Dziecka do kardiologa. Na kiedy? Listopad 2018. Zgroza!!! I to nie pierwsza wizyta, tylko kolejna.

  • lifebreath

    No widzisz - tak odległy termin to jest po prostu parodia. Ja też - pomimo, że miałem dokument że byłem kwalifikowany do przeszczepu, że wiadomo, że potem jest długie czekanie, to na niektóre badania czekałbym bardzo długo.
    A już szczytem było, gdy dowiedziałem się, że do jednej poradni "renomowanego szpitala" mógłbym się zapisać, ale dopiero na rok 2020. Czy tu jest gdzieś sens?

    I nie lubię "gadania po próżnicy" i narzekania na polityków, ale faktem jest, że Ci ludzie (politycy) żyją w bańce. Ich przecież to nie dotyczy. Dla nich otwarte i dostępne są szpitale MSW, wyposażone w najlepszy sprzęt, z kompletem kadry...
    A my? My zwykli ludzie mamy właśnie terminy odległe o lata. Ale... kto by się tym przejmował.

    Mam nadzieję, że uda się Wam jakoś ten termin przyspieszyć i nie będziecie musieli czekać tak wielu miesięcy na wizytę.

  • przedsnem

    Udało się. Rozmowa telefoniczna bezpośrednio z panią Doktor i termin na 30 sierpnia 2017!!! Można? Można!
    Parodia to taka, że albo pacjent się zawinie, albo wyzdrowieje, albo będzie chory chronicznie. A tutaj tyle się gada o profilaktyce i takie bla, bla. Dwa światy.

  • lifebreath

    Wydaje mi się, że lekarze w Polsce robią co mogą, a nawet czasami to czego nie mogą, ale niestety "system" jest patologiczny. Druga sprawa, że płacimy na NFZ śmiesznie mało. Nie pamiętam teraz dokładnych danych, ale kraje Europy Zachodniej odciągają z pensji wyższy procent na służbę zdrowia. Cudów nie ma - żądamy dobrej opieki, to musimy na nią znaleźć pieniądze.

    No i cieszę się, że termin udało się znaleźć bliski! Mam nadzieję, że wieści będą pomyślne.

  • przedsnem

    I do tego składką zdrowotną "obsłużyć" można kilkoro bliskich. Z drugiej strony prywatna służba zdrowia to też bardzo duży rynek (choćby wartościowo) i rozwija się wchodząc z tzw. ofertą tam, gdzie NFZ nie daje rady. Przykład np. [a="www.pb.pl/allenort-wyleczy-psyche-polakow-865296]tutaj[/a].

  • lifebreath

    Niby tak, ale nie zapominajmy, że prywatne kliniki leczą przeważnie to, co jest najłatwiej, najtaniej wyleczyć. Z powodów finansowych (Polaków nie stać) nie robi się przecież skomplikowanych operacji prywatnie. Jasne, zaćmę, operacje okulistyczne - jak najbardziej. Ale czy słyszał ktoś by otwarto klinikę, w której dokonywano by prywatnie przeszczepów serca, płuc? Pewnie dodatkowym czynnikiem jest możliwość oskarżenia prywatnej placówki o handel organami...

    No ale może faktycznie, to co podlinkowałeś jest jakąś jaskółką zmian na rynku...

  • przedsnem

    Masz rację, że skomplikowane operacje to domena tzw. publicznej służby zdrowia, ale przykład podlinkowanego Allenort świadczy o tym, że np. w obszarze kardiologii zrobili całkiem ciekawe działania (w większości zresztą sprzedane do większych spółek prywatnych).
    Prywatne ośrodki na pewno też będą się bronić przed czarnym PR, dlatego to, co mówisz o oskarżeniach jest z pewnością dla nich bardzo istotne.

  • lifebreath

    W Polsce może to być trudne do zrealizowania - tzn. prywatna służba zdrowia. W USA jest to całkowicie normalne, ale też tamtejszy system trudno uznać za "normalny". Koszty nawet nie kosmicznie skomplikowanych zabiegów są astronomiczne i chyba najgorsze co się może w USA człowiekowi przydarzyć, to przewlekła, długotrwała, wymagająca drogiego leczenia choroba.

    Mimo wszystko system solidarnościowy daje człowiekowi jakieś szanse na powrót do zdrowia - m.in. ku późniejszemu wspólnemu dobru (wyleczonego i społeczeństwa).

    Wydaje mi się, że w Europie prywatne placówki raczej średnio mają rację bytu. Ale w wielu krajach placówki państwowe pobierają słone opłaty za operacje/zabiegi przeprowadzane dla ludzi z innych krajów. Do niedawna część chorych kwalifikowała się do przeszczepu płuc we Wiedniu. Tam koszt przeszczepu oscylował w okolicach 120k euro. Odkąd w Polsce przeszczepów robi się więcej i kwalifikuje się więcej pacjentów - NFZ oszczędza, bo w Polsce przeszczepy są tańsze.

    Ogólnie - patrząc ze swojej perspektywy nie widzę jak prywatne placówki miałyby wejść na tak delikatny rynek. Oskarżeń tutaj byłoby co niemiara (w jaki sposób działałaby kolejka? Kto więcej zapłaci ten pierwszy?)

  • Gość: [Malwina] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Masz rację, że skomplikowane operacje to domena tzw. publicznej służby zdrowia. Z tym się zgadzam w stu procentach.

Dodaj komentarz

© Oddychać? Łatwo powiedzieć.
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci